Uroczystości pogrzebowe rozpoczęły się o godz. 13. Oprócz rodziny i znajomych pojawili się na nim działacze środowisk patriotycznych i prawicowych. Ci ostatni przynieśli plakaty w formie klepsydry z informacją, że Stanisław Kociołek zwany "krwawym Kociołkiem", jest winny śmierci niewinnych, bo wezwał robotników do powrotu do pracy w 1970 roku, wiedząc, że wciąga ich w pułapkę, że na stacjach PKP przy stoczniach zostaną rozstrzelani. Poza tym podkreślono w nich, że to „komunista z krwi i kości. Zdrajca Narodu. Od 7.10.2015 roku profanuje Powązki Wojskowe". Część protestujących miała zdjęcia ofiar Grudnia'70.

- Protest to jest taki jedyny właściwie gest, który możemy uczynić w podobnych przypadkach. Możemy pokazać tym samym, że pamiętamy o zbrodniach komunizmu i konkretnych osobach za to odpowiedzialnych – tłumaczy Tadeusz Płużański, szef fundacji „Łączka", która jest organizatorem akcji. Policja zabezpiecza teren. - Ale jest bardzo spokojnie - mówi jeden z oficerów.

Stanisław Kociołek zmarł 1 października w wieku 82 lat. Od 1964 roku zasiadał w najwyższych władzach PZPR. W grudniu 1970 roku był wicepremierem PRL.Od listopada 1968 do lutego 1971 członek Biura Politycznego KC PZPR – najmłodszym członkiem tego gremium partii.

Sądzono go za sprawstwo kierownicze masakry na Wybrzeżu, ale w 2013 roku został nieprawomocnie uniewinniony z zarzutu kierowniczego sprawstwa zabójstwa. Jednak i tak przez wiele środowisk uważany był za jednego z głównych winowajców tamtych wydarzeń.

Choć do pochówku na prestiżowym cmentarzu potrzebna jest zgoda prezydent Warszawy, w tym przypadku nie było to konieczne, bo „ krwawy Kociołek" zostanie pochowany w grobie urnowym, a kolumbaria na Powązkach rządzą się innymi prawami.